21 stycznia 2012 r. dzieci z oddziału przedszkolnego, z kl. I, II , III wraz z Panią Dyrektor Anną Rerak, Panem Prowadzącym Szkołę Michałem Znamirowskim i wychowawczyniami gościły w budynku OSP w Poskwitowie Babcie i Dziadków z okazji ich święta. Wśród licznie zgromadzonych gości były też Prababcie i Pradziadkowie. Wnuczęta z wielkim przejęciem recytowały wiersze, śpiewały piosenki, prezentowały układy taneczne, skecze i bajkowe spektakle.
View the embedded image gallery online at:
https://www.poskwitow.edu.pl/?start=2010#sigProGalleria495c9dec37

Czytaj więcej...

Katarzyna Nogieć: Pani dyrektor, obecnie zarządza Pani szkołami w Poskwitowie, proszę wprowadzić czytelników w historię objęcia stanowiska i powiedzieć jak długo go Pani zajmuje?

Anna Rerak: Funkcję dyrektora Szkoły Podstawowej i Gimnazjum pełnię od marca 2007 roku. W związku z odejściem pani dyrektor Małgorzaty Muchy na emeryturę otrzymałam od pana Micha Znamirowskiego  -Osoby  Prowadzącej  Szkoły, propozycję objęcia stanowiska dyrektora. Decyzja o podjęciu się tego zadania nie była dla  mnie łatwa. Zdawałam sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności jaka wiąże się z pełnieniem funkcji kierowniczej. Jednak doświadczenia, które zdobyłam pełniąc funkcję koordynatora Projektu Unijnego „Szkoła Marzeń” oraz zaufanie i wiara w moje umiejętności pana Michała pomogły mi zdecydować się, aby objąć stanowisko dyrektora.

K.N.: Wiele osób intryguje informacja o Pani młodym wieku i ogromnym doświadczeniu, proszę pokrótce przybliżyć nam swoją drogę zawodową, staż pracy, zajmowane wcześniej stanowiska.

A.R.: Muszę się przyznać, że zawód nauczycielki był tym wymarzonym i chyba jedynym jaki chciałam wykonywać. W dzieciństwie często wraz z koleżankami urządzałyśmy zabawę w szkołę, ja najczęściej byłam właśnie nauczycielką. Moja droga edukacyjna tak się potoczyła, że mogłam zrealizować swoje marzenie. Jak dotąd całe moje życie zawodowe związałam ze szkołą w Poskwitowie. Do czasu objęcia stanowiska dyrektora pracowałam jako nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej,  obecnie uczę również muzyki. Cały  czas zdawałam sobie sprawę z tego, że jest to trudny zawód ale dający również wiele satysfakcji. Z perspektywy prawie 25 lat pracy mogę powiedzieć, że robię to, co naprawdę lubię i myślę, że potrafię.

K.N.: Zdaję  sobie sprawę, że kierowanie dwoma szkołami jest bardzo absorbujące, jak udaje    się Pani godzić obowiązki szkolne z domem, z rodziną?
 
A.R.: Zgadzam się, że pełnieniefunkcji dyrektora jest bardzo absorbujące, zwłaszcza kiedy chce się być w tym, co się robi rzetelnym, sumiennym i pracować tak,  jak się najlepiej potrafi.  Dla mnie bycie dyrektorem to przede wszystkim służenie uczniom, pracownikom moją osobą, dbanie aby wszystko było dobrze zorganizowane, a to nie ukrywam wymaga dużego zaangażowania.
Godzenie obowiązków związanych z wykonywaną pracą z tymi domowymi i rodzinnymi nie jest rzeczą łatwą, ale możliwą do zrealizowania. Zresztą nie jestem przecież w tym względzie wyjątkiem. Wszystkie pracujące kobiety, mające mężów, dzieci stają przed takim samym zadaniem. Myślę, że jest to trudniejsze, kiedy ma się małe dzieci, ale gdy stają się bardziej samodzielne, to kwestia dobrej organizacji czasu i podziału obowiązków. Staram się poświęcać rodzinie tyle czasu, ile mogę. Starsze dzieci są już pełnoletnie, zatem nie potrzebują już tak dużo opieki z mojej strony. Mój najmłodszy syn jest codziennie ze mną w szkole, więc możemy się częściej widywać. Praca zawodowa jest cały czas wpisana w mój życiorys, w związku z czym nauczyłam się godzić te dwa światy i nie wyobrażam sobie życia bez mojej pracy. Na ile mi się to udaje, mogliby najlepiej stwierdzić członkowie mojej rodziny.

K.N.: Nasze szkoły posiadają liczne osiągnięcia w różnych dziedzinach i na rożnych szczeblach, które z nich jest dla Pani wyjątkowe, które pozostanie w sercu na zawsze?

A.R.:  Osiągnięcia i sukcesy naszych uczniów na naprawdę bardzo wysokich szczeblach są efektem ogromnej pracy i zaangażowania pana prowadzącego, nauczycieli oczywiście uczniów, a także rodziców, którzy motywują swoje dzieci do dodatkowego wysiłku, przywożą do szkoły na dodatkowe zajęcia. Zarówno ja jak i pan Znamirowski bardzo cieszymy się ze wszystkich sukcesów uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum - są one szczegółowo omówione w raporcie o pracy szkół zamieszczonym na stronie internetowej. [http://www.poskwitow.edu.pl/publikacje/insert.pdf i http://www.poskwitow.edu.pl/index.php/pl/dokumenty.pdf - przyp. red.] Świadczy to o bardzo dobrej jakości pracy nauczycieli. Przez te pięć lat od kiedy jestem, dyrektorem, zresztą wcześniej również,  możemy poszczycić się bardzo licznymi osiągnięciami w różnorodnych dziedzinach. Dowodem na to są puchary, dyplomy i certyfikaty, na które zaczyna brakować nam miejsca na ścianie  korytarza. Jednak dla mnie tym, co nadaje największy sens pracy i przynosi satysfakcję są  bardzo mądre wypowiedzi naszych uczniów, którzy twierdzą, że są w naszej szkole szczęśliwi, że czują się w niej dobrze i bezpiecznie, że mają autorytety, które są dla nich wzorem do naśladowania. To chyba największy sukces dla nas pedagogów, że udaje nam się przekazać młodzieży to, co wartościowe, ważne i przydatne w dorosłym życiu. Bardzo budujące są również opinie rodziców, którzy podkreślają, że nasza szkoła jest wyjątkowa, że ma bardzo bogatą ofertę zajęć, panuje w niej wspaniała atmosfera. Wydaje mi się, że właśnie  to jest największy nasz wspólny sukces.

K.N.: Wiele osób z grona związanego z oświatą, znając nasze osiągnięcia, rezultaty zastanawia się  skąd to wszystko wynika.Proszę powiedzieć jak Pani to robi, że poskwitowskie szkoły są znane i popularne nie tylko na terenie gminy, powiatu, Polski ale i poza jej  granicami?

A.R.: Jak już wspomniałam wspaniałe osiągnięcia i  sukcesy  szkół są wynikiem bardzo dobrej pracy całego zespołu, poczynając od Pana Prowadzącego, poprzez dyrektora, nauczycieli, na pracownikach niepedagogicznych kończąc. Wierność takim zasadom jak zaangażowanie, chętne podejmowanie nowych zadań, otwarcie na rozwój osobowości, doskonalenie zawodowe, wzajemna pomoc, życzliwość, czy to, że nauczyciele są dla uczniów a nie odwrotnie, w moim przekonaniu stanowi drogę do sukcesu.
O dobrą i szeroką promocję pracy szkół dba Pan Prowadzący, który nie ustaje w poszukiwaniu sposobów propagowania  naszych placówek. Nieustannie dopinguje uczniów i  nauczycieli do tworzenia materiałów zamieszczanych w gazecie Teraz Szkoła i na stronie internetowej. Ostatnio został wydany folder w języku polskim oraz angielskim promujący pacę szkoły podstawowej i gimnazjum, rozprowadzany przez jednego z rodziców w Norwegii.

K.N.: Nasze szkoły znane są nie tylko z osiągnięć ale również z niezwykłej atmosfery, która w nich panuje. W jaki sposób udaje się Pani angażować w działania szkoły nie tylko uczniów, pracowników ale i społeczność lokalną – proszę podać swoją  receptę.

A.R.: Trudno mi podawać jakąkolwiek receptę na tworzenie dobrej atmosfery pracy.
Wychodzę z założenia, że każdy w naszej szkole pracując jak najlepiej potrafi przyczynia się do tworzenia  dobrej aury. Każdy również zdaje sobie sprawę z wartości faktu, że ma pracę, co w obecnym czasie jest rzeczą ważną. To prawda, że nasi nauczyciele nie szczędzą sił i czasu na pracę z uczniami, na przygotowanie imprez i uroczystości, przygotowywanie uczniów do konkursów, czy realizację projektów. Myślę, że  duże zaangażowanie nauczycieli wypływa z faktu ich ogromnej kreatywności, otwartości i pozytywnego podejścia do pracy . Z wewnętrznego przekonania o swojej misji, jaka wpisana jest w zawód nauczyciela. Bardzo ważna również w moim przekonaniu jest umiejętność współpracy  przy wykonywaniu różnorodnych zadań, służenie  sobie wzajemnie pomocą, jak również umiejętność dialogu i chęć uczenia się od siebie, czerpanie z doświadczenia innych. W misji  naszych szkół jest zapis, że szkoła powinna być potrzebna nie tylko uczniom, rodzicom, nauczycielom ale także społeczności lokalnej. W związku z tym planując pracę szkół zawsze mamy to na względzie. Staramy się zapraszać do nas różnych ciekawych ludzi, nawiązywać współpracę
z instytucjami, pozyskiwać darczyńców. Nasi partnerzy i przyjaciele chętnie włączają się  w działania szkoły, gdyż doceniają ogromną pracę jaką wykonujemy i utożsamiają się z celami, które nam przyświecają.

K.N.: Praca dyrektora to ciągłe życie w biegu, trzymanie ręki na pulsie, jak pani się w tym wszystkim odnajduje, gdzie szuka Pani natchnienia do  działań, inspiracji do nowych przedsięwzięć?

A.R.: To prawda,  obecnie wymagania wobec szkół są coraz większe i to zarówno ze strony ministerstwa jak i rodziców a także uczniów. Szkoła ma wielu konkurentów w postaci np. komputerów,  telewizji, czy innych zdobyczy cywilizacji – aby dawać uczniom to, co ich zainteresuje i pociągnie, musi również być atrakcyjna. Może to osiągnąć poprzez nowatorskie metody, wykorzystanie nowoczesnych środków dydaktycznych, czy ciekawą ofertę zajęć pozalekcyjnych. Dla mnie inspiracją do poszukiwania nowych działań i wyzwań jest ciągła refleksja nad tym, co nam dobrze wychodzi,  co możemy zmienić na lepsze, jakie są oczekiwania uczniów i rodziców. Bardzo dużym wsparciem w tej kwestii jest dla mnie Pan Michał Znamirowski, z którym często wspólnie poszukujemy różnych rozwiązań, również on inspiruje mnie i nauczycieli do podejmowania ciekawych przedsięwzięć.

K.N.: Kierując szkołami zapewne zmaga się Pani z licznymi problemami szkolnymi, trudnościami, jak pani sobie z nimi radzi?

A.R.: Trudności i problemów, z którymi niemal codziennie musimy się zmagać jest jak  w każdej szkole sporo. Są to problemy wynikające z faktu, że mamy do czynienia z uczniami, którzy nie koniecznie chcą podporządkować się zasadom obowiązującym w szkole. W przypadku naszej szkoły dużym problemem jest brak miejsca i coraz większa ciasnota. Dlatego trudnym zadaniem jest taka organizacja pracy aby to wszystko pogodzić.
Ogromnym problemem jest brak sali gimnastycznej, gdzie uczniowie mogliby w warunkach o wiele lepszych rozwijać swoją sprawność fizyczną. Dla mnie jest to bardzo przykre, że w dzisiejszych czasach może mieć miejsce taka sytuacja. Staramy się podejmować różne inicjatywy, aby pozyskiwać fundusze na ten cel ale bez wsparcia władz samorządowych naszej gminy spełnienie największego marzenia naszych uczniów nie będzie możliwe.
Wszystkie pojawiające się inne trudności staramy się rozwiązywać na bieżąco w miarę posiadanych możliwości i umiejętności. Dla mnie ogromnie ważne jest, że mogę liczyć na wsparcie i pomoc Pana Prowadzącego  oraz zrozumienie i szukanie wspólnych rozwiązań z moimi  nauczycielami.
W czasie ubiegłorocznych wakacji udało mi się pojechać na wycieczkę na Ukrainę. Będąc w mieście Kamieniec Podolski przeczytałam wyryty na kamieniu obok tamtejszej Katedry napis: „Nie ma zwycięstwa bez trudu i troski”. Zapadł mi on głęboko w pamięć i myślę, że zawiera  życiową prawdę, która  sprawdza się także w dzisiejszych czasach i jest dla mnie mottem, które często sobie przypominam.

K.N.: Rozpoczęliśmy nowy rok, czy z tego względu ma Pani jakieś noworoczne  postanowienia, marzenia, które chciałaby Pani spełnić?

A.R.:  Nowy rok niesie dla nas  wszystkich nowe nadzieje, czasem otwiera  nowe możliwości, czy plany na przyszłość. Ja chciałabym móc znaleźć więcej czasu na czytanie książek, bo bardzo lubię to robić. Jest to dla mnie wspaniała forma relaksu i oderwania się od, czasem smutnej, rzeczywistości. Marzeniem jest pojechać do Włoch, zwiedzić przede wszystkim  Asyż, bo to przecież miasto naszego patrona św. Franciszka oraz Rzym i Watykan.
Bardzo chciałabym, aby udało nam się zorganizować taki wyjazd dla nauczycieli, uczniów i rodziców. Poza tym w planach mamy  ciągłe poszukiwanie różnych dróg rozwoju dla naszych szkół, może sponsorów,  którzy chcieliby wspomóc różnorodne działania, jakie z pewnością będziemy podejmować. Na zakończenie chciałabym przytoczyć słowa Juliena Greena „Nie można uciec od pracy, która jest powołaniem” niech będą one dla wszystkich przesłaniem i wskazówką do pracy.

K.N.: Dziękuję bardzo z poświęcony czas i życzę aby wszystkie plany te bliższe i dalsze udało się osiągnąć.
Nasza szkoła słynie z otwartości; staramy się dostrzegać cudze problemy i zawsze, w miarę możliwości, pomagać ludziom w potrzebie. Dlatego też bierzemy czynny udział w akcjach charytatywnych. W naszej szkole aktywnie działa Szkolne Koło Caritas, współpracujemy z zaprzyjaźnionym Domem Rodzinnym w Pszczynie, uczestniczyliśmy też w obozach integracyjnych z dziećmi niedowidzącymi.

Czytaj więcej...

Pół wieku temu i wcześniej

Dzisiaj w naszej Szkolnej Galerii Autorskiej mamy dla Państwa rarytas. Otóż weszliśmy w posiadanie kilkudziesięciu fotografii sprzed kilkudziesięciu lat pana Jana Jasiówki.  Pan Jan był uczniem naszej szkoły; jednym z pierwszych – mieszkańcem Poskwitowa dzisiaj nazywanego Starym. Nowy Poskwitów wtedy dopiero raczkował. W życiu dorosłym prowadził swoje gospodarstwo w Iwanowicach. I nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie dość ekstrawaganckie, jeśli weźmiemy pod uwagę czas i miejsce, hobby pana Jasiówki. Otóż ów młody wtedy człowiek pasjonował się fotografią… I z wielkim zapałem fotografował mieszkańców Iwanowic, dokumentował ich życie przed kilkudziesięciu laty.

Czytaj więcej...

Uczeń II klasy gimnazjum Wojciech Kowalski został zakwalifikowany do finału Małopolskiego Konkursu Interdyscyplinarnego „W.W, - Wiem Więcej”.
Konkurs jest przeznaczony dla uczniów gimnazjów województwa małopolskiego a organizatorem konkursu jest Małopolski Kurator Oświaty. Współorganizatorem konkursu jest Samorząd Województwa Małopolskiego – Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego. W tym roku tematem  przewodnim jest: Małopolska

Czytaj więcej...

Niedawno donosiliśmy Państwu o publikacjach w mediach zewnętrznych dwóch naszych Pań. Tym razem z równą satysfakcją chcieliśmy poinformować Szanownych  Czytelników, że Pani Karina Znamirowska zilustrowała kolejne książki edukacyjne o Profesorze Zagadce autorstwa Agnieszki Stefańskiej.

(www.profzagadka.com.pl/index.php www.profzagadka.com.pl/index_rodzic.php?p=5)

Czytaj więcej...

Otaczająca rzeczywistość stawia przed nami coraz to nowe wyzwania i wymagania, którym  współczesne szkoły powinny umieć sprostać. Ich ważnym zadaniem staje się  poszukiwanie dróg i sposobów dochodzenia do  nowych, niełatwych celów. Takie same zadania stawia przed szkołami państwo formułując jasne, ogólnie akceptowane wymagania, które pozwalają  szkołom na wytyczenie kierunków działania, jednocześnie umożliwiając zespołom szkolnym prowadzenie swojej działalności zgodnie z lokalnymi potrzebami i możliwościami. Wymagania te wskazują szkołom właściwe kierunki rozwoju. Obowiązujące od października 2009r. rozporządzenie o nadzorze pedagogicznym wprowadza do edukacji Nowy System Ewaluacji Oświaty, którego zadaniem jest ocena stopnia spełniania przez szkoły wymagań  określonych przez państwo.

Czytaj więcej...

To ciężka praca i ogromna przyjemność – wywiad z Mistrzynią Świata  Magdaleną Fularczyk
Mistrzyni Świata w wioślarstwie Magdalena Fularczyk gościła w Krakowie pod Wawelem, podczas regat „Wawelskie wiosła”. Udało się ją namówić na rozmowę specjalnie dla naszego pisma „Teraz Szkoła”.

Witamy w Krakowie. Jak czujesz się tu pod Wawelem?
Kraków robi zawsze na mnie ogromne wrażenie. Nigdy nie miałam czasu na spokojne wędrówki, zwiedzanie miasta. Bo to już tak jest. Ktoś może zazdrościć, że bywamy w różnych ciekawych miejscach na świecie. A my znamy tam tak naprawdę przystanie, hangary i tory wioślarskie. Byłam już w Krakowie jako zawodniczka, ale dzisiaj jako gość zaproszony na te wasze wspaniałe regaty, przeżywam inny rodzaj stresu. I nie wiem co jest trudniejsze. Pokonać 2000 metrów na skiffie w torze regatowym, czy w dwójce podwójnej zdobyć Mistrzostwo Świata, czy siedzieć za stołem prezydialnym, spotykać się jako gość oficjalny i odpowiadać na pytania.
 
No cóż mistrzostwo zobowiązuje! A jak się jest mistrzynią?
Teraz to normalnie. Ale uczucia po przejechaniu mety na pierwszym miejscu nie da się opisać. Wiesz sam, jak jest ciężko w torze, jak czasem wydaje się, że „już więcej nie mam siły”, ale ta siła się znajduje, jeszcze kilka mocnych pociągnięć i jest! Radość, uczucie szczęścia, i kompletny odjazd. Potem chwila na uspokojenie, przejazd przed bijącą brawa publicznością. Gdzieś tam z brzegu machają, jakieś twarze – na pewno znajomych . I potem to następne niesamowite uczucie. Hymn Polski i flaga na maszt! Wtedy tak naprawdę dociera fakt, że jest się mistrzynią.

A za dwa dni, na kolejnych treningach, już nie ma mistrzyni, tylko wioślarka, która musi jeszcze wiele poprawić, podnieść swoją kondycję, zdrowie i technikę.
Normalny dzień – rozruch rano, przed śniadaniem około godzinny bieg, ćwiczenia, kiedy często burczy w brzuchu, potem trening tak do dwóch godzinek na ergometrze, albo siłowni, albo na wodzie,
a potem drugi trening albo na wodzie, albo siłowni, albo ergometrze około dwóch godzinek, a wieczorem jeszcze dobrze czasem przed snem coś poćwiczyć.
No w międzyczasie jest jeszcze chwila na zjedzenie, odpoczynek po treningu...

Nie wykrzyknę zdziwiony, a gdzie czas na lekturę, spotkania ze znajomymi, naukę?
No właśnie. Kto trenował to wie. Czas się znajduje, ale studia indywidualnym tokiem trwają dłużej, na czytanie przed snem czy podczas odpoczynku znajdzie się chwilka. Oczywiście czasami są tylko dwa treningi, przerwa lub odpoczynek. Wtedy jest czas na pobycie z chłopakiem, krótki wyjazd na wakacje, odrobienie zaległości na uczelni. Właśnie teraz mamy taki urlop. (...)
 
Oczywiście zapraszam! Ale teraz jeszcze proszę o przepis na zostanie mistrzynią.
No już było o codziennym dniu. Jeszcze mogę dodać, że to nie przychodzi tak w mgnieniu oka. Moja przygoda z wioślarstwem trwa, no może nie od kołyski, ale od szkoły podstawowej. Potem była Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Wałczu. Wtedy moją mocną przeciwniczką była Twoja siostra Magdalena Włodek koleżanka ze szkoły. Też zdobyła jak ja Mistrzostwo Polski w 2002. Mnie udało się jeszcze pojechać na Mistrzostwa Świata juniorów, gdzie byłam druga. Potem była ciężka praca, różne chwile niepewności. No i przymiarki kadrowe. Tu trzeba mieć ogromną wytrzymałość psychiczną. Bo nie zawsze się udaje wejść do osady, wygrać na skiffie. Ale to już ogromna zasługa trenerów. I mnie się udało. Mogę dziękować moim trenerom : Krzysztofowi Zielińskiemu, który namówił mnie do wiosłowania, Jackowi Błochowi, który w Wałczu dawał wycisk , no i teraz Marcinowi Witkowskiemu, który ma „dobrego nosa” i intuicję. On postawił na duet Michalska - Fularczyk i się udało.
Nie czułaś się „gorsza” od Julii, która już przecież miała spore osiągnięcia na skiffie?
Kiedy leje się pot równo na treningu, nie ma możliwości czuć się gorszym. Zresztą świadomość, że nie walczymy na skiffach, tylko płyniemy wspólnie po zwycięstwo jest bardzo ważna. A praca nad tym, by być dobra w tym co robię, by wykonywać założone zadania dobrze, też nie wywołuje poczucia „bycia gorszym”. Obie z Julią zdajemy sobie sprawę, że to Mistrzostwo – to nasze wspólne dzieło
(i wszystkich, którzy nam w tym pomagali). Zresztą podziwiamy chłopaków z czwórki – ich jest czterech i nie mają żadnych problemów, który gorszy czy lepszy. Bo przecież wszyscy są wspaniali!!!
 
Teraz także przyszła pora na wyróżnienia medialne?
To dobrze, że wioślarstwo nareszcie także kobiet, zostaje zauważone. Nie powiem, że nie cieszę się, że to także z naszego powodu Polskie Stowarzyszenie Sportu Kobiet (PSSK) przyznało doroczne nagrody „Za największe osiągnięcia i emocje sportowe 2009.” W gronie wybitnych polskich sportsmenek jako mistrzynie świata w dwójce podwójnej zostałyśmy uznane za najlepszą kobiecą drużynę. No i bardzo cieszy nominacja do najlepszych w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Ale dotarcie do pierwszej dziesiątki będzie trudne.
Jednak to wszystko co się dzieje przy okazji to także ważne dla polskiego wioślarstwa. Dużo zrobiła męska czwórka, teraz jeszcze widać, że kobiety też potrafią!

No, ale najważniejsza droga do Londynu...
Miejmy nadzieję, że będzie na niej więcej róż niż kolców. Niedługo kończy się urlop, zaczynają treningi. Do świąt Bożego Narodzenia jesteśmy w kraju, potem zgrupowania we Francji, starty. Jeszcze nie wiadomo czy wystartujemy na Mistrzostwach Świata w Nowej Zelandii. Z tego co wiem, przygotowujemy się przede wszystkim do Olimpiady. A Nowa Zelandia daleko, drogo, a tu kryzys i jeszcze to nasz wioślarstwo – dyscyplina niszowa...
Ale na każdym torze, podczas każdego startu, będziemy się starać (bo na razie nie słyszę o zmianach w osadzie), by wypaść jak najlepiej. Oczywiście Londyn i Igrzyska Olimpijskie to kolejny cel, do którego będziemy zmierzać.

Zatem – połamania wioseł!
Nie dziękuję.

A ja serdecznie dziękuję za rozmowę.
       

Rozmawiał Janusz Włodek
26 Luty 2010